Na przełomie stycznia i lutego zamieniliśmy polską zimę na słońce Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W czwartek wyruszyliśmy w tygodniową podróż do Abu Dhabi i Dubaju – rodzinny wyjazd z przyjaciółmi, żeby po prostu… się zagrzać. I to dosłownie. Polecieliśmy linią Wizz Air z Katowic do Abu Dhabi. Lot trwał około 6 godzin i minął naprawdę sprawnie. Za bilety w obie strony dla 3 osób (z 1 bagażem rejestrowanym 20 kg) zapłaciliśmy łącznie 2983,00 zł, co przy takiej odległości i sezonie uważam za bardzo dobrą cenę. Na miejscu wylądowaliśmy około 22:00 czasu lokalnego – zmęczeni, ale podekscytowani. Ciepłe powietrze po wyjściu z lotniska było pierwszym sygnałem, że to będzie dobry tydzień. Jeszcze przed wyjazdem zarezerwowaliśmy samochody w wypożyczalni. Po przylocie szybko odebraliśmy auta – wszystko przebiegło sprawnie i bezproblemowo. Koszt wynajmu z pełnym ubezpieczeniem wyniósł nas 750,00 zł. Mając samochód, mogliśmy swobodnie przemieszczać się między Abu Dhabi i Dubajem, co przy tej trasie jest ogromnym ułatwieniem.
Abu Dhabi
Na pierwsze dwie noce zatrzymaliśmy się w hotelu Centro Al Manhal by Rotana w Abu Dhabi, który zarezerwowaliśmy wcześniej przez Booking. Cena za 2 noce dla 3 osób ze śniadaniem wyniosła 636,23 AED.
I tutaj muszę się zatrzymać na chwilę, bo byłam naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona. To hotel 3-gwiazdkowy, a poziom obsługi był… absolutnie ponadstandardowy. Szczerze mówiąc, z taką troską o gościa rzadko spotykałam się nawet w Europie. Już na parkingu czekali panowie z obsługi: pomogli nam wypakować bagaże z auta, zabrali kluczyki, aby odprowadzić samochód na parking, otworzyli drzwi i zaprosili nas do środka. Recepcja uprzejma, profesjonalna, uśmiechnięta. Wszystko szybko i bez zbędnych formalności. A kiedy weszliśmy do pokoju? Dosłownie po chwili zapukał pracownik hotelu, przynosząc dodatkową poduszkę, koc oraz kapcie. Zapytał, czy czegoś jeszcze potrzebujemy. Ten poziom dbałości o gościa zrobił na mnie ogromne wrażenie. Śniadania były w formie bufetu szwedzkiego i naprawdę bardzo urozmaicone. Od klasycznych europejskich propozycji, przez świeże owoce, po dania inspirowane lokalną kuchnią. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Dodatkowo hotel oferował: basen na dachu, siłownię, przyjemną, spokojną atmosferę idealną na start podróży.
To był koniec naszego pierwszego dnia – krótki, organizacyjny, ale już pełen pozytywnych wrażeń i poczucia, że wybraliśmy idealne miejsce na zimowy reset.

Ferrari World 🏎️🏎️🏎️

Drugi dzień naszej podróży w całości poświęciliśmy jednemu z najbardziej charakterystycznych miejsc w Abu Dhabi – Ferrari World. Już z daleka widać ogromny, czerwony dach w kształcie inspirowanym liniami Ferrari – robi wrażenie nawet zanim przekroczy się próg. Park znajduje się na wyspie Yas Island i jest największym na świecie zadaszonym parkiem rozrywki. Co ciekawe, powierzchnia dachu to ponad 200 000 m² – czyli naprawdę kosmiczna skala.


Największą atrakcją (i głównym powodem naszej wizyty 😉) jest oczywiście Formula Rossa – najszybsza kolejka górska na świecie. Przyspiesza od 0 do 240 km/h w około 4,9 sekundy. Tak, dobrze czytasz. To uczucie jest absolutnie nie do opisania – jak start myśliwca. Przed wejściem dostaje się nawet specjalne okulary ochronne, bo pęd powietrza jest naprawdę potężny.

I tu muszę przyznać – Fast Pass był jedną z lepszych decyzji podczas tego wyjazdu. Za bilet zapłaciliśmy 595,00 AED za osobę, ale w tej cenie mieliśmy Fast Pass, czyli możliwość korzystania z osobnej kolejki bez długiego czekania. Bilety do kupienia przez oficjalną stronę www.ferrariworldabudhabi.com. Dzięki opcji szybkiego wejścia mogliśmy maksymalnie wykorzystać cały dzień i przejechać się najważniejszymi atrakcjami kilka razy. Przy wyjeździe tygodniowym czas jest na wagę złota – a stanie pół dnia w kolejce to nie jest wymarzony scenariusz.
To nie jest park tylko z jedną kolejką. Znajduje się tam ponad 40 atrakcji:
- symulatory jazdy Ferrari,
- kolejki inspirowane wyścigami,
- atrakcje rodzinne,
- strefy dla dzieci,
- wystawy modeli Ferrari,
- interaktywne doświadczenia pokazujące historię marki.
To miejsce jest rajem nie tylko dla fanów motoryzacji. Nawet jeśli ktoś nie jest wielkim pasjonatem Formuły 1, emocje związane z prędkością i technologią robią swoje. Spędziliśmy tam praktycznie cały dzień – od otwarcia do zamknięcia. Było intensywnie, momentami ekstremalnie, ale też po prostu bardzo zabawnie. Śmiech, adrenalina i takie dziecięce „wow” w oczach każdego z nas.
To zdecydowanie jedna z tych atrakcji, które: robi się raz, kosztują sporo, ale zostają w pamięci na długo.
Wieczorem wróciliśmy do hotelu totalnie zmęczeni, ale z poczuciem, że to był dzień wykorzystany w 200%. Mimo tego mieliśmy jeszcze siłę aby zaliczyć basen na dachu hotelu i to podgrzewany 😉







Wielki Meczet Szejka Zayeda
No i przyszedł dzień spokojniejszy, bardziej refleksyjny – po wczorajszej dawce adrenaliny totalna zmiana klimatu. Trzeciego dnia postawiliśmy na jedną z najważniejszych i najbardziej spektakularnych atrakcji Abu Dhabi – Wielki Meczet Szejka Zayeda. I powiem jedno: żadne zdjęcia nie oddają tego, jak to miejsce wygląda na żywo. Nawet trudno jednym zdjęciem objąć całą bryłę meczetu, jest ogromny!

Meczet został otwarty w 2007 roku i jest jednym z największych meczetów na świecie. Może pomieścić ponad 40 000 wiernych jednocześnie.
Co szczególnie zapadło mi w pamięć?
- 82 białe kopuły
- ponad 1000 kolumn wyłożonych marmurem
- największy na świecie ręcznie tkany dywan (ponad 5600 m²)
- ogromne kryształowe żyrandole pokryte złotem i kryształami Swarovski
Wszystko jest tu monumentalne, ale jednocześnie niesamowicie harmonijne. Biel marmuru w połączeniu z błękitem nieba i odbiciem w wodzie tworzy wręcz bajkowy krajobraz. Zwiedzanie meczetu jest całkowicie darmowe – wystarczy wcześniej zgłosić swoją wizytę na oficjalnej stronie internetowej www.szgmc.gov.ae i wygenerować bezpłatny bilet. Cały system działa bardzo sprawnie i jest świetnie zorganizowany.
Najpierw przyjechaliśmy na ogromny, bezpłatny parking. Można zaparkować na zewnątrz albo wjechać na parking podziemny, co przy wyższych temperaturach jest naprawdę wygodne. Co ciekawe, pod meczetem znajduje się galeria handlowa. To właśnie z niej długimi, klimatyzowanymi korytarzami przechodzi się w stronę wejścia do meczetu. Najpierw wychodzi się na powierzchnię przed meczetem, aby podziwiać go z zewnątrz. I to jest ten moment, kiedy naprawdę zapiera dech. Ogromna, śnieżnobiała bryła z kopułami na tle nieba wygląda niemal nierealnie.

Następnie przechodzi się na imponujący dziedziniec otoczony kolumnami. Marmurowa podłoga z kwiatowymi wzorami jest przepiękna – wygląda jak ręcznie malowane dzieło sztuki. Nie można jednak swobodnie po nim chodzić, zwiedzający poruszają się wyznaczoną trasą. Co mnie bardzo zaskoczyło mimo że po tym dziedzińcu nie można chodzić, obsługa nieustannie czyściła podłogę długimi mopami tam i z powrotem. Wszystko lśniło jak lustro. Ta dbałość o perfekcyjną czystość naprawdę robi ogromne wrażenie.




Z dziedzińca przechodzi się kolejno do pięknych sal modlitewnych. W środku uwagę przyciągają monumentalne żyrandole, zdobienia ze złota i kryształków, ogromny ręcznie tkany dywan i miękkie światło wpadające przez zdobione okna.




Po dwóch dniach intensywnych atrakcji ten dzień był zupełnie inny bardziej kontemplacyjny. Spacerowaliśmy, podziwialiśmy detale, robiliśmy zdjęcia, ale też po prostu chłonęliśmy atmosferę. To miejsce pokazuje zupełnie inne oblicze Emiratów, nie tylko nowoczesność i rekordy, ale też tradycję, duchowość i ogromny szacunek do estetyki. Zdecydowanie to jedno z tych miejsc, które trzeba zobaczyć będąc w Abu Dhabi.
Po zwiedzeniu meczetu udaliśmy się w dalszą podróż do Dubaju. Jazda samochodem zajmuje ok 1,5h.
Dubaj
No i zmieniamy klimat — z monumentalnego Abu Dhabi przenosimy się do błyszczącego, futurystycznego i bardziej zatłoczonego Dubaju.
Po zwiedzaniu meczetu ruszyliśmy samochodem do Dubaju. Droga jest prosta, szeroka, komfortowa – około 1,5 godziny jazdy autostradą. Na miejscu najpierw pojechaliśmy odebrać klucze do naszego mieszkania zarezerwowanego wcześniej przez Booking. Następnie odstawiliśmy auto na parking, rozpakowaliśmy się i chwilę odetchnęliśmy po drodze. Zamieszkaliśmy na 16. piętrze jednego z wieżowców w dzielnicy Dubai Marina. Cena za 5 nocy wyniosła 3180,40 zł. Już samo wejście do budynku robiło wrażenie. Na parterze znajdowało się eleganckie lobby z recepcjonistą za kontuarem – bardziej jak w hotelu niż w klasycznym apartamentowcu.
Do dyspozycji mieszkańców były: basen (u nas bezkresny z widokiem na kanał mariny), siłownia, dwa korty do squasha. Z tego, co zauważyłam, w Dubaju to właściwie standard, większość nowoczesnych budynków mieszkalnych oferuje basen i siłownię dla mieszkańców.



Czym jest Dubai Marina?
Dubai Marina to jedna z najbardziej nowoczesnych i prestiżowych dzielnic miasta. Sztucznie utworzona marina otoczona jest dziesiątkami drapaczy chmur, luksusowymi apartamentami, hotelami i restauracjami. To miejsce, gdzie: cumują prywatne jachty, spacerują turyści i mieszkańcy z kawą w ręku, a między wieżowcami odbija się zachodzące słońce. Wieczorem wszystko zaczyna świecić — światła odbijają się w wodzie i tworzą klimat trochę jak z filmu.







Po rozpakowaniu poszliśmy na spacer. Od naszego mieszkania do plaży było około 10 minut pieszo. Szliśmy główną ulicą, przy której w pierwszej linii brzegowej stoją luksusowe hotele. Przed nimi zaparkowane były samochody, które bardziej pasują do salonu wystawowego niż na ulicę — Ferrari, Lamborghini, Corvette. Następnie skręciliśmy na nadmorski deptak z widokiem na Zatokę Perską. Ludzie spacerowali, biegali. Atmosfera była bardzo wakacyjna.



Przeszliśmy dalej przez most na wyspę Bluewaters Island. Wieczorem to miejsce wygląda naprawdę magicznie. Kolorowe, świecące instalacje świetlne w formie kielichów nadają wyspie futurystyczny klimat. Wszystko jest podświetlone, nowoczesne, dopracowane w detalach. Na końcu wyspy stoi ogromny diabelski młyn Ain Dubai, największy na świecie. Przejazd trwa około 30 minut, a bilet kosztuje 145,00 AED – do kupienia na oficjalnej stronie https://www.aindubai.com/en. Z góry rozciąga się panoramiczny widok na Dubai Marina, Palmę i rozświetlone miasto.



My tego wieczoru tylko podeszliśmy pod samą konstrukcję i podziwialiśmy ją z dołu, ogrom robi wrażenie nawet bez wjeżdżania.
To był nasz pierwszy wieczór w Dubaju – spacerowy, lekki, pełen świateł i wrażeń. Zupełnie inny klimat niż w Abu Dhabi. Bardziej dynamiczny, bardziej błyszczący, bardziej „wow”.



Pustynne safari
Kolejnego dnia czekała nas jedna z najbardziej wyczekiwanych atrakcji wyjazdu – pustynne safari. Wycieczkę wykupiliśmy w lokalnej firmie Arabian Heritage www.arabian-heritage.com Zdecydowaliśmy się na zakup na miejscu, a nie przez internet i to była bardzo dobra decyzja. Za całą atrakcję zapłaciliśmy 670,00 AED za 3 osoby, co było zdecydowanie tańsze niż ceny, które widzieliśmy wcześniej online.
Warto wiedzieć: w Dubai Marina znajduje się sporo lokalnych stoisk z wycieczkami i atrakcjami. Często oferują ceny „jak dla rezydentów”, a nie zawyżone typowo turystyczne stawki z popularnych portali. Naprawdę opłaca się podejść, zapytać i porównać oferty.
Po południu o godzinie 14:00 odebrał nas kierowca dużym terenowym samochodem prosto spod naszego mieszkania. Już sama droga poza miasto pokazuje, jak szybko Dubaj przechodzi z futurystycznej metropolii w zupełnie pustynny krajobraz.
A potem zaczęło się prawdziwe szaleństwo – najpierw jazda quadami albo buggy. Frajda dla dużych i małych. Piasek dosłownie wszędzie, dobrze, że dawali gogle. 😊
Następnie przejażdżka samochodem terenowym po wydmach. Kierowca spuszcza powietrze z opon i ruszamy w głąb wydm. Samochód wspina się pod strome zbocza, zjeżdża niemal pionowo w dół, ślizga się po piasku. Momentami czujesz się jak w rollercoasterze, tylko że wszystko dzieje się na pustyni. Śmiech miesza się z lekkim krzykiem, a piasek za oknem wygląda jak złote fale.
W pewnym momencie zatrzymaliśmy się na szczycie wydmy. Cisza. Tylko wiatr i piasek. Zachód słońca na pustyni to coś absolutnie magicznego. Kolory zmieniają się z minuty na minutę, złoto przechodzi w pomarańcz, potem w delikatny róż. Zdjęcia wychodzą przepiękne, ale znowu to trzeba zobaczyć na własne oczy. Kto chętny może spróbować sandboardu – zjazd na desce po wydmie.



Po części terenowej pojechaliśmy do tradycyjnego obozu w stylu beduińskim. Na miejscu czekały:
- krótka przejażdżka na wielbłądzie,
- możliwość zrobienia zdjęć w tradycyjnych strojach,
- henna,
- kolacja w formie bufetu (przepyszne lokalne jedzenie bez limitu),
- pokazy tańca
- pokazy ognia.
Impreza skończyła się ok 21:00 po której odwieziono nas z powrotem pod nasze mieszkanie.
Pustynne safari to jedna z tych atrakcji, które są „must do” w Dubaju — i mimo że popularne, nadal potrafią zrobić ogromne wrażenie. Kontrast między ultranowoczesnym miastem a bezkresną pustynią oddaloną o kilkadziesiąt minut jazdy jest niesamowity. Jednego dnia spacerujesz między drapaczami chmur, a drugiego stoisz boso na ciepłym piasku pośród ciszy. I właśnie za takie kontrasty lubię Emiraty najbardziej.
(Mam niewiele zdjęć z tego dnia gdyż w większości kręciłam filmiki więc zapraszam do obejrzenia rolki na moim profilu na Instagramie trips4u ⬅️)
Dzień relaksu i stare miasto Dubaj
Tego dnia podzieliliśmy się według nastroju. Część ekipy wybrała wodne szaleństwo w parku wodnym Aquaventure Waterpark www.aquaventureworld.com (znajdującym się przy hotelu Atlantis na Palmie Jumeirah). Bilety kupione „od lokalsów” kosztowały 300,00 AED za osobę, co było zdecydowanie korzystniejszą ceną niż oficjalne stawki online. To kolejny raz, kiedy potwierdziło się, że warto pytać na miejscu o lokalne oferty. Reszta postawiła na spokojniejszy dzień – plażowanie i odpoczynek. Przy tej temperaturze i widoku na turkusowe morze naprawdę nie trzeba wiele więcej.


Po południu postanowiliśmy zobaczyć zupełnie inne oblicze miasta – stary Dubaj. Podjechaliśmy metrem, które jest nowoczesne, czyste i bardzo wygodne. To zupełnie inny świat niż klimatyczne uliczki, które zobaczyliśmy chwilę później. Najpierw trafiliśmy na słynny Gold Souk oraz Spice Souk. W witrynach błyszczały ogromne naszyjniki i złote suknie z czystego kruszcu — ilość biżuterii dosłownie oszałamia.




Obok, na targu przypraw, w powietrzu unosił się zapach szafranu, kardamonu i suszonych kwiatów. Kolory przypraw wysypanych w workach wyglądały jak naturalna paleta barw. W tej części miasta było bardzo głośni i tłoczno. Wąskie uliczki, mnóstwo turystów, zorganizowane grupy i nawoływania sprzedawców z każdej strony.Można śmiało powiedzieć, że bywali nachalni – klasyczne: „Good price my friend, come!” albo rozbrajające: „Biedronka price!” 😄Oczywiście nie wyszliśmy stamtąd z pustymi rękami. Skusiliśmy się na: dubajską czekoladę, pamiątki, kaszmirowe szale. Pamiętajcie, że należy się targować. Ceny na wstępie są bardzo wysokie ale sprzedawca może obniżyć je o połowę.


Następnie za jedyne 2,00 AED przeprawiliśmy się tradycyjną drewnianą łodzią (abra) na drugi brzeg zatoki Dubai Creek. To chyba jedna z najtańszych atrakcji w całym Dubaju, a przy tym bardzo klimatyczna. Kilka minut na wodzie, widok na stare zabudowania i zupełnie inny rytm miasta.

Zjedliśmy obiad w tureckiej restauracji O’doner. I to był strzał w dziesiątkę. Jedzenie było naprawdę pyszne: świeże pieczywo, soczyste mięso, aromatyczne przyprawy. Po kilku godzinach chodzenia smakowało jeszcze lepiej. Chodziliśmy wąskimi uliczkami aż do zachodu słońca. Światło robiło się coraz bardziej pomarańczowe, a stare budynki nabierały ciepłego koloru.








Dubai Frame, Muzeum Przyszłości, Burj Khalifa i zachód słońca nad miastem
To był jeden z najbardziej intensywnych dni całego wyjazdu. Dzień typu: „jeszcze tylko tam podejdziemy” … i nagle masz 25 tysięcy kroków na liczniku.
Dubai Frame
Najpierw podjechaliśmy metrem pod Dubai Frame. Po drodze powiedziano nam, że najkrótsza trasa prowadzi przez park miejski. Brzmiało rozsądnie… niestety to był błąd. Za wstęp do parku trzeba było zapłacić 5,00 AED za osobę, a po wejściu okazało się, że z tej strony nie ma bezpośredniego przejścia do Dubai Frame wszystko ogrodzone i trzeba iść naokoło. Mała strata czasu i pieniędzy, ale cóż, podróże bez takich „przygód” nie byłyby takie same 😉
Wjazd na Dubai Frame kosztował 52,50 AED za osobę https://www.dubaiframe.ae/en Sama konstrukcja jest symboliczna – ogromna, złota „rama” o wysokości 150 metrów, która ma łączyć przeszłość i przyszłość Dubaju. Z jednej strony widzisz stare miasto i niską zabudowę, z drugiej nowoczesne wieżowce z Burj Khalifa na horyzoncie. To taki architektoniczny most między dwoma światami.
Na górze widoki są naprawdę piękne: panorama miasta, park u stóp konstrukcji, w oddali drapacze chmur i Burj Khalifa. W środku znajduje się również szklana podłoga, po której można przejść. Niby wiesz, że to bezpieczne… ale nogi i tak lekko miękną.




Muzeum Przyszłości
Następnie podjechaliśmy metrem pod Muzeum Przyszłości. Niestety tego dnia mieliśmy napięty grafik i nie starczyło czasu na zwiedzanie wnętrza, ale sam budynek robi ogromne wrażenie. Futurystyczna, srebrna owalna bryła z wyciętymi arabskimi kaligrafiami to jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w Dubaju. Muzeum poświęcone jest technologiom przyszłości, sztucznej inteligencji, kosmosowi i wizjom świata za kilkadziesiąt lat. Nawet jeśli nie wchodzi się do środka, warto podjechać dla samych zdjęć. Bilet do muzeum kosztuje 169,00 AED na stronie www.museumofthefuture.ae

Dubai Mall, Burj Khalifa, Sky Views
Potem wysiedliśmy na stacji metra Burj Khalifa. Długim, klimatyzowanym korytarzem prosto z metra przeszliśmy do Dubai Mall. To jedno z największych centrów handlowych na świecie o powierzchni ponad 1 mln m2 porównywalnie do 200 boisk piłkarskich. Oprócz 1200 sklepów znajdują się tam:
- ogromne akwarium,
- lodowisko,
- restauracje z całego świata,
- kino
- China Town
- Muzeum sztuki
- luksusowe butiki
- i wiele więcej znajdziecie na stronie www.thedubaimall.com

Chwilę pochodziliśmy, zjedliśmy obiad i wyszliśmy na zewnątrz zrobić zdjęcia Burj Khalifa. Plan był taki, żeby kupić bilety i wjechać na górę. Niestety słyszeliśmy że trzeba czekać 2 godziny aby wjechać na górę. Nie chcieliśmy ryzykować i tracić cennego czasu.

Zamiast tego wybraliśmy się na Sky Views Observatory. Bilet kosztował 89,00 AED za osobę kupiony na oficjalnej stronie https://www.skyviewsdubai.com/ Wjechaliśmy windą na samą górę. Najpierw zjazd po szklanej zjeżdżalni, krótki, ale emocjonujący moment. Potem przeszliśmy się po przeszklonej podłodze i usiedliśmy w barze z widokiem idealnie na Burj Khalifa. Postanowiliśmy zostać do zachodu słońca. I to był strzał w dziesiątkę. Najpierw miasto skąpane w złotym świetle zachodzącego słońca, majestatyczny Burj Khalifa. A gdy zapadł zmrok całe miasto zaczęło błyszczeć jak brokat. Burj Khalifa wyglądał jak świecąca igła wbita w niebo. O 18:00 rozpoczął się pokaz fontann. Z góry widok był niesamowity.






Po zachodzie wróciliśmy jeszcze do Dubai Mall, żeby zobaczyć pokaz z dołu. Fontanny ruszają od 18:00 mniej więcej do 23:00 (co pół godziny, każdy pokaz trwa około 3 minut). Był również pokaz laserów na Burj Khalifa.
Z bliska robi to jeszcze większe wrażenie, woda strzela wysoko w rytm muzyki, a wokół tłum ludzi patrzy w górę w absolutnym zachwycie.
To był dzień, po którym nogi bolały jak diabli. Serio. Ale ilość wrażeń była nie do opisania.
Odpoczynek i rejs statkiem
I w końcu przyszedł moment, kiedy powiedzieliśmy sobie: halo, to są wakacje, a nie maraton zwiedzania. Ostatnie dwa dni w Dubaju miały zupełnie inny rytm: spanie do późna, spokojne śniadanie, plaża, basen w naszym wieżowcu (w końcu trzeba było zaliczyć 😊) Zero presji, zero planu. Wieczorem wyszliśmy na niespieszne spacery po Dubai Marina. Marina nocą ma w sobie coś hipnotyzującego, odbijające się w wodzie światła, jachty delikatnie kołyszące się przy nabrzeżu, ludzie spacerujący bez pośpiechu. I właśnie podczas jednego z takich spacerów trafiliśmy na coś zupełnie przypadkiem.

Obok Dubai Marina Mall natknęliśmy się na ofertę godzinnego rejsu statkiem. Statek wypływał właśnie stamtąd – bilety można było kupić na miejscu. Cena 50,00 AED za osobę. Rejs trwał około godziny. Nie zastanawialiśmy się długo. Wypłynęliśmy o 20:00. Ku naszemu zaskoczeniu statek był praktycznie pusty, mieliśmy go niemal tylko dla siebie. Trasa prowadziła przez marinę, obok wyspy Bluewaters Island, z widokiem na podświetlony Ain Dubai, a następnie w kierunku Palmy Jumeirah aż pod legendarny hotel Atlantis i z powrotem. Nocą Dubaj wygląda jeszcze bardziej spektakularnie. Wieżowce świecą, Ain Dubai mieni się światłami, a Atlantis wygląda jak pałac wyjęty z bajki. Zdjęcia i filmy po zmroku wyszły przepiękne. Spokojna woda, ciepłe powietrze, brak tłumów idealne zakończenie pobytu w Dubaju.







Ostatni dzień i powrót do Abu Dhabi
Nadszedł dzień wymeldowania. Spakowaliśmy się i ruszyliśmy autem z powrotem do Abu Dhabi. Wylot mieliśmy dopiero wieczorem, zostało nam jeszcze kilka godzin, idealnych na ostatnią dawkę słońca. Resztę dnia spędziliśmy na plaży w Abu Dhabi. I tutaj znowu poczuliśmy różnicę między tymi dwoma miastami.
W porównaniu do dynamicznego, błyszczącego Dubaju, Abu Dhabi wydawało się spokojniejsze, bardziej uporządkowane, mniej zatłoczone. Plaża była szeroka, długa i niemal pusta. Cisza, przestrzeń, szum wody. Było cudownie. Leżąc na piasku, myślałam o tym, jak różnorodny był ten tydzień:
– adrenalina w Ferrari World,
– cisza w meczecie,
– złote wydmy pustyni,
– futurystyczne wieżowce,
– chaos starego miasta,
– i w końcu spokojna plaża na zakończenie.
To był intensywny, pełen kontrastów wyjazd. I chyba właśnie dlatego tak bardzo zapadł mi w serce. Jestem zakochana w tym mieście. A właściwie w tych miastach. Chciałabym wrócić.

Ciekawostki i ważne informacje – Abu Dhabi & Dubaj
Waluta i płatności
Waluta: AED (dirham emiracki). Kurs orientacyjny: ok. 1 AED = 1 PLN (warto sprawdzić przed wyjazdem). Nie kupowałam gotówki – wszędzie płaciłam zbliżeniowo (Revolut / karta w telefonie). Terminale są praktycznie wszędzie.
Telefon i internet
Opcje: lokalna karta SIM (lotnisko, centrum handlowe), eSIM (np. Yesim), samo WiFi. WiFi jest niemal wszędzie – galerie, restauracje, hotele, metro. Bez lokalnej karty też da się funkcjonować.
Komunikacja miejska
Całodniowy bilet na wszystkie strefy: 22,00 AED Metro: nowoczesne, czyste,, klimatyzowane, bardzo intuicyjne. Świetna alternatywa dla auta w centrum Dubaju.



Ceny paliwa
Płaciliśmy około 2,30 AED za litr. Przy wynajętym aucie różnica względem Europy jest bardzo odczuwalna.
Ubiór
W Dubaju raczej swobodnie (szczególnie w turystycznych dzielnicach). Do meczetu – rygorystyczne zasady (zakryte ramiona, nogi, włosy). Warto mieć coś do okrycia – klimatyzacja jest wszędzie i bywa bardzo mocna.

Wezwania do modlitwy
Cztery razy dziennie: o wschodzie słońca, w południe, po południu, o zachodzie słońca. Słychać je z głośników w całym mieście. Poranne potrafi obudzić 😉
Alkohol
Dostępny tylko w wybranych sklepach i hotelowych barach. Ceny, które spotkaliśmy: piwo ok. 50,00 AED, drink ok. 100,00 AED. W turystycznych miejscach jest drogo.
Atrakcje i wycieczki
W budkach przy plaży i w marinie często taniej niż online. Często oferują ceny „dla rezydentów”. Warto porównywać i pytać na miejscu.
Targowanie się
Na starym mieście – jak najbardziej. Pierwsza cena rzadko jest ostateczna.
Dodatkowe informacje
- Weekend w ZEA: piątek–sobota (choć obecnie wiele firm pracuje też w piątki do południa). W piątkowe południe bywa ciszej w niektórych miejscach ze względu na modlitwy.
- Taksówki: wygodne i stosunkowo tanie (działają Uber i Careem)
- Najlepszy czas na wyjazd: styczeń–luty (ok. 22–28°C). Latem temperatury przekraczają 40°C i zwiedzanie jest znacznie trudniejsze.
- Bardzo wysoki poziom bezpieczeństwa.
- Miasto rozwija się w niesamowitym tempie – co rok coś nowego, bardzo dużo nowych budów i całych osiedli.
